Crush - Wonderlust EP
- hangukhiphop
- 25 kwi 2019
- 2 minut(y) czytania

Wróćmy do najlepszego z najlepszych w Korei (moim zdaniem). Crush w roku 2016 wydał dwie EP-ki i niby miałem pisać o nich obu, ale coś nie mogę się zebrać do recenzji "Interlude". Tak czy inaczej, 5 miesięcy po niej, Crush wydał "Wonderlust" - płytę inną od tego, co prezentował on do tej pory, bardziej soulową, na żywych instrumentach, głównie pianinie i gitarze, często bez perkusji, bez pośpiechu.
5 utworów. Tytułowy numer jest jak spacer po parku wiosną. Co prawda krótki, bo to raptem ze 2 zdania i 2 minuty instrumentalu, ale właśnie za takie kawałki lubię Crusha najbardziej. Lekki, funky, z fajnymi chórkami w tle, że tylko otworzyć okno, wystawić rękę i jechać. Szkoda, że nie jest to kawałek w pełnym wymiarze.
"2411" to chyba mój ulubiony numer, na swój sposób niesamowity. Bit jest prosty i oszczędny, bo to raptem parę brzdąknięć gitarki - na nikim nie zrobiłby wrażenia, ale Crush rozkręcił go zajebiście, a jego na pół śpiewane rapy ilekroć wchodzi perkusja są zajebiste, z ciekawym urywaniem słów w połowie. Ciekawy jest też sam text, text drogi - Crush wraca autobusem 2411 do domu, słuchając utworu "Saving all my love for you" Whitney Houston (który ja również uwielbiam), mija swoją szkołę, jak robił to przed laty i nagle przypomina sobie siebie sprzed sukcesu: "Nie mogę złapać czasu, który naturalnie przemija, autobusu, który zniknął i okolicy, w której żyłem - zapomniałem o wielu rzeczach, sorry, sorry". Fajny numer.
Kolejne 3 kawałki to już inna bajka. Nostalgiczne utwory na pianino, jakby Crush chciał zostać koreańskim Rayem Charlesem, którego zresztą słucha. 3 kawałki, które potrzebują odpowiedniej chwili, by uderzyć. Mnie smakowały one najbardziej w chłodne, wietrzne, ciemne i mokre dni końca zimy. To jest ich miejsce i czas, to jest ich aura.
"Nostalgia", to kawałek, który przez długi czas przemijał mi nieusłyszany, aż doceniłem jego troskliwy, ciepły klimat, świetne, smyczkowe zakończenie jak z czarno-białych klasyków kina oraz subtelną linię wokalną - ten kawałek można spokojnie śpiewać dziecku na dobranoc - ja bym śpiewał... bo śpiewam sobie codziennie w pracy.
Singlowy "Fall" (koreański tytuł to "ottoke jine" czyli "jak się masz/miewasz") jest żwawszy, bo perka narzuca wyraźny rytm. Crush snuje się w nim po mieście, rozpamiętuje i zastanawia się, jak jego była miewa się bez niego.
Bodaj największe wrażenie robi na mnie ostatni utwór, "Appa chorom" czyli "Jak tata". Pianino i Crush, który śpiewając o trudach życia, poniekąd składa hołd swojemu ojcu, mówiąc "chcę żyć jak tata", chcę być silny jak on".
Dobra, bydzie.
Wpis opublikowany na blogu od 08 kwietnia 2017, sobota, 00:49.
Comments