Dynamic Duo - Taxi Driver
- hangukhiphop
- 25 kwi 2019
- 2 minut(y) czytania

Historia duetu Gaeko-Choiza rozpoczyna się w roku 2003, gdy panowie dochodzą do wniosku, że trzeci członek grupy CB Mass, Curbin, z którym w latach '00-03 nagrali trzy świetnie przyjęte płyty, tnie ich na kasę. Panowie zdzierżyć tego nie mogą, więc dzwonią po taxi, zakładają duet, dynamiczny zresztą, a rok później - z najlepiej sprzedającą się HH-ową płytą w Korei - rządzą, bo strzelam, że w roku 2004 żadna koreańska domówka pełna ludzi w za dużych spodniach nie mogła się obejść bez debiutanckiego krążka Dynamic Duo. "Taxi Driver" bowiem, to 4 skity z wykręconym taxówkarzem (i nie tylko), 1 ukryty track na samplu z "What You Won't Do For Love" Bobby'ego Caldwella i wreszcie 13 bardzo dobrych utworów, z których co najmniej połowa została stworzona po to, by "Shake Ya 엉덩 To Da 이". Moim faworytem jest tu "신나? (우리가 누구?)" - dupa się sama trzęsie. I gdzie jest Curbin?
Nagrywanie imprezowych numerów ma do siebie to, że łatwo zatracić w nich istotę hip-hopu i skończyć z nazbyt popowym brzmieniem - linia między hip-hopem a komercją jest cienka i już nie jeden raper skończył po złej stronie mocy. Dynamic Duo oparło jednak swoje kawałki o stare soulowo-funkowe sample, poprzecinane dodatkowo old-schoolowymi cutami, nawołującymi do zabawy typu "clap ya hands everybody", przez co cała płyta brzmi jakby zdanie otwierające ją, tj. "I'd like to return to the classics" (wypowiedziane zresztą przez Liberace'go) nie było przypadkowe. Dawcą takiego "실례합니다" spokojnie mogliby być Jacksons 5, których zresztą Choiza wspomina, ale w rzeczywistości sample pochodzą z kawałka "Games People Play" The Spinners, z których panowie czerpali już za czasów CB Mass ("Whistle") - zresztą, kto nie czerpał?
Oprócz imprezowych numerów, na "Taxi Driverze" znajdziemy jeszcze kilka "prawdziwych hip-hopów" i choć nie przepadam za tym określeniem, to taki rozpoczynający płytę "이력서" można śmiało określić właśnie "prawdziwym hip-hopem" - klasyczny, pocięty sampel, prosta, drewniana perkusja jak z poł. lat 90-tych, skrecze pod energicznym refrenem i agresywne, dynamiczne rymy. Zajebisty kawałek, który musiał robić rozpierduchę na koncertach. Zresztą nie tylko on - "Superstar" z, m. in. Tiger JK'ejem jest wyjebany, nie owijając w bawełnę i Jay-Z wydałby parę baniek za ten podkład w '04 - bitewne niskie akordy z heroicznymi skrzypkami, gitarą elektryczną i świetnym, zimnym, tragicznym chórem górującym nad wszystkim z dachów budynków - "We're gonna find out who you are". "Pride" to samo i po raz kolejny świetne przyśpiewki - akuratne, nie przesadzone jak u Beenzino (chyba mu nie zapomnę popisów wokalnych z "24:26").
Reasumując, "Taxi Driver" to świetna płyta bez ani jednej słabej piosenki, co jest ogromnym wyczynem. Szkoda jedynie doboru teledysków, bo nijak nie oddają klimatu płyty. Takiemu "Ring My Bell" (z klipem przypominającym chwilami "Sabotage" Beastie Boys) daleko do wspomnianych soulowych sampli, określających brzmienie całości i w zasadzie brakuje mu tylko trochę do kiczu z tym pomieszaniem rapu z galopującym rytmem disco (sampel z Anity Ward) i rockowymi riffami; a "불면증", choć to dobry kawałek z jeszcze lepszym i przejmującym klipem (wzruszyły mnie do łez łzy głównego bohatera) jest jedynym tak smutnym utworem na płycie, także, powtórzę się, klipy nie reprezentują zbyt dobrze zawartości płyty - wewnątrz jest inaczej, o wiele ciekawiej.
Wpis opublikowany na blogu od 18 maja 2018, piątek, 22:29.
Comments