Gaeko - Redingray
- hangukhiphop
- 25 kwi 2019
- 2 minut(y) czytania

A więc Gaeko czyli psi pysk (nos), członek duetu Dynamic Duo, z którym nagrali już 10 płyt, w tym ich debiutancki klasyk "Taxi Driver". "Redingray" to pierwsze solo Gaeko z 2014 r. - 17 numerów podzielonych na 2CD, a wśród nich kilka perełek.
Płytę Gaeko otworzył z kopa. "Rhythm is Life" to taki numer, "po którym czarnuchy wyskakują z okien". Bitewny banger z potężną stopą i dziesiątkami werblów (uwielbiam takie wymagające jak na HH perkusje) - heavy metal hip hopu. Gaeko widać wie jak się lata na takich bitach - to ptak, to samolot, nie, to Gaeko! Do tego zajebisty refren, niby krzykliwy, ale melodyjny, męski, z jajem i energią - na koncertach musi być mocno. Mistrzowski numer. Słucham go już kilka miesięcy i wciąż hicior.
Drugi najlepszy numer płyty, to kom-plet-ne przeciwieństwo "Rhythm is Life". Jakież było moje zdziwienie, gdy skapowałem, że facetem, który śpiewa w numerze "Rose" jest sam Gaeko. I nie śpiewa on jedynie refrenu - cały kawałek jest śpiewany. I to jak? To nie Drake ani żaden ze stu jego sobowtórów z VNMem włącznie - Gaeko śpiewa pełnym głosem, dołem i górą, a tą górą zachodzi czasem na falsetowe piętra, nieco ostrożnie, ale zawsze. Świetny, energiczny acz nostalgiczny numer z ciepłymi rhodesami w tle. Jak dla mnie Gaeko może iść w tę stronę. Remix z aranżacją Planet Shiver też zajebisty.
Trzeci singiel, najbardziej popowy w brzmieniu, z fajnym refrenem Ziona. T, który w klipie jak zwykle wygląda na koreańskiego alfonsa... po chemioterapii... z toną metalu na sobie jakby wracał z zakupów na szrocie. Cóż można powiedzieć o tym numerze, poza tym, że głowa sama się do niego buja?
Do grona naj dorzuciłbym jeszcze obowiązkowo numer rangi "Rhythm is Life", tj. "Snapper Ending" z Dok2 - na takich bitach pewnie nawet Norbi nawijałby o 9 kulkach; oraz "Silver Sonatę" z Crushem, bo wszystko z Crushem jest dobre.
Oprócz powyższych polecić mogę numery "Passout" ze śpiewem Bumkey'a i ciekawym bitem między "subtelnym chłodem" hotelowych barów w refrenie, a ulicznym jazzem na zwrotkach. Na perkusji też się tam ktoś nieźle namachał. Do tego sporo fajnych numerów, z których wszystkie są częścią, jak widać, większej całości... "Seoul Blues Part 3." to niezły powrót do I poł. lat 90-tych, "Chaser The Rapper Part 1.", "Mr. Vengeance Part 2." głównie ze względu na featuring Geegooin'a - świr na majku, flow wykręcone niemal jak ODB, oryginalny koleś (którego spotkac można było, m. in. w telewizyjnym hh show Korei o nazwie "Show Me The Money", z którego to show wyszło kilku niezłych graczy, m. in. Loco, o którym wkrótce coś skrobnę). Do całości dodajmy jeszcze "Festival Virgin" i "Shame" i mamy całkiem przyzwoitą płytę. Nie zjawiskową, ale przyzwoitą. Takie 3/5.
Idę, bo zgłodniałem. Baegopa.
Wpis opublikowany na blogu od 27 maja 2017, sobota, 21:54.
Comments