Jazzyfact - Lifes Like
- hangukhiphop
- 25 kwi 2019
- 2 minut(y) czytania

Jazzyfact to duet Beenzino i producent Shimmy Twice, którzy rok temu, w dniu pójścia Beena do obowiązkowej służby wojskowej, wydali swój drugi krążek, "Waves Like". Postanowiłem więc być nie na czasie, zacząć od początku i przesłuchać ich debiut z 2010r., "Lifes Like" z okładką, która momentalnie kojarzy mi się z klipem "Summertime" Fresh Princa i Jazzy Jeffa. Pewnie przez słowo "jazzy" i trawnik.
Ale do rzeczy: bardzo dobra płyta, jakby wyrwana z połowy lat 90-tych, z bitami które spokojnie mogliby wykorzystać wspomniani w tytule pierwszego kawałka A Tribe Called Quest, do tego The Roots, Pete Rock & CL Smooth i tego typu ekipy lubujące się w jazzowo-soulowo relaxowych kawałkach, cymbałkowych bitach z typową na tamte czasy rytmiczną, płynną, miarową perkusją, przy której nie sposób utrzymać łeb w bezruchu. O ile w USA płyt utrzymanych w takim stylu nie brakuje, to w Korei "Lifes Like" powinna być (a może jest) klasykiem i punktem odniesienia - tak wygląda hip-hop bez wielkich, groźnych, brassowo-bangerowych hitów czy wokalistek RnB w refrenie, a z subtelnym, radosnym klimatem znalezionym w strzępkach pociętych sampli. I mistrzem jest tu kawałek "Close To You" - czapki z głów dla Shimmy'ego za te chirurgiczne, ale jakże fantazyjne cięcia wokalu i pianina, tworzące niesamowity, kameralny klimat utworu. Zresztą, wszystkie podkłady "Lifes Like" trzymają ten sam poziom i feeling, głębię jazzowego pianina, soul melancholijnych klawiszy i "funkowość" basu. Oprócz wspomnianego, zawsze świeżego "Close To You", wyróżnilbym bity do "Kissinterlude", "Friday Move (TGIF)", "Take a Little Time", "Smoking Dreams" z nostalgicznym saxofonem i chyba najlepszego numeru płyty "각자의 새벽" - wyjebany, radosny utwór, który rozkręci każdą imprezę, z zajebistym refrenem jak hymn wszystkich palaczy - jaram się tym kawałkiem ostro i trafia on na listę naj from Korea. Nie wiem, kto był dawcą "Mom's Call", ale śmierdzi mi on Miles Davisem, oj śmierdzi...
Do refrenów nawiązując - to, co denerwowało mnie na debiucie Beenzina czyli przesadnie śpiewane refreny, na "Lifes Like" nie istnieją, tu wszystko jest w punkt - pewnie Shimmy powiedzial mu "stój, kurwa". Jak nie byłem przekonany do Beena, to na tej płycie wypadł zajebiście i wkrótce trzeba będzie zgłębić jego dalsze solówki i drugi album Jazzyfact. Gorąco polecam tę płytę. Nie ma klipów. Underground jest:
Wpis opublikowany na blogu od 17 listopada 2018, sobota, 22:04.
Comentarios