Owen Ovadoz - P.O.E.M.
- hangukhiphop
- 25 kwi 2019
- 3 minut(y) czytania

Podczas któregoś z alkoholowych spływów internetem trafiłem na wspomniany ostatnio "Eung Freestyle", z którego kojarzyłem tylko Sik-K'iego. NUmer jest bombą, jakiej Kim Dzong Un może tylko pozazdrościć, więc przejrzałem wszystkich odpowiedzialnych za ten ładunek i teraz już wiem, że człowiek, który w klipie do "Eung..." siedzi spokojnie i gada o Tonym Montanie, Air Jordanie i Rich Chigga to Owen Ovadoz, ur. 13.10.1991 w Jinju, mieście na południu Korei, wiadomo której, znany z tv show "Show Me The Money" - chyba wszyscy koreańscy raperzy biorą się z niego, co jest, zwłaszcza jak na hip-hop, co najmniej dziwne... W necie można znaleźć kilka nielegali Owena, za to ja postanowiłem sprawdzić
"P.O.E.M.", bodaj jego pierwszą oficjalną płytę ze stycznia 2016 r. wydaną nakładem niejakiego "Luminant Entertainment". Od dziś to właśnie tego kolesia będę prezentował żółtodziobom, którym wydaje się, że K-HipHop to tylko kolorowi frajerzy; to tym żółtkiem będę otwierał oczy niedowiarkom, puszczając im numer "Youth" (z drugiej płyty "Problematic", o której kiedy indziej) i mówiąc "patrzcie, to nasze, przez nas wykonane i to nie jest nasze ostatnie słowo".
Z płyty "P.O.E.M." trafiłem, rzecz jasna, na singiel "Mmm" i rozwalił mnie ten numer, bo zawiera masę rzeczy, które bardzo cenię, głównie kalifornijski luźny klimat opierdalania się połączony z brakiem typowej perkusji ze stopą i werblem, jak choćby w numerze "So Well" MC Eiht'a sprzed raptem kilku lat. Wypada spytać skąd to LA u Koreańczyka? Owen mieszkał/mieszka? w Glendale, mieście z, jak czytam, zespołu miejskiego LA-Long Beach. Numer nie dość, że ma świetny bicik z fajnie wyciętym samplem zawierającym końcówkę jakiegoś chórku, to ma na feacie... mojego ulubionego z "Przyjaciół" czyli Rossa... no i Naflę, amerykańskiego rapera z tamtejszej, kalifornijskiej koreańskiej sceny hh - wiecie, że tuż obok Crenshaw znajduje się K-Town?
Wracając jednak do kawałków Owena, to moją pierwszą reakcją na jego kawałki było "w końcu ktoś, kto robi prawdziwy hip-hop" z surowym brzmieniem, bez fajnych refrenów, bez upiększeń, bez melodyjnych rapów typu Drake czy Loco. "P.O.E.M." właśnie taka jest - bity, na których spokojnie mógłby latać Nas, bo i bliżej im do snucia się po Nowym Jorku niż prażenia w słońcu LA. Mamy tu klasykę jak z Pete Rocka, rytmikę lat 90-tych i jazzowe sample, pianina, trąbki, saxofony i skrecze. Takie "M.O.N.E.Y." to NY jak w mordę strzelił.
Moje najlepsze:
"Puzzle" z Paloalto i Okasian'em to kwintesencja w/w stylu - mocny uliczny bit, jazzowa, nostalgiczna trąbka i melancholijne pianinko, do tego fragmenty ze słynnego przemówienia M.L Kinga.
"Czagob" (mój zapis hangula) z Loopym i Ph-1 brzmi jak jeden z kawałków Kendricka Lamara z energiczną perkusją i samplem, jak ze starych kryminałów, w których jedzie się samochodem przez gęsty las do opuszczonego domu, skrywającego jakąś zawiłą tajemnicę - takie mam skojarzenia. Świetny numer i świetne featuringi z amerykańskimi Koreańczykami, którzy niestety zjadają Owena i napędzają cały utwór - szkoda, że nie odróżniam Ph-1 od Loopy'ego mimo przejrzenia ich singli, bo któryś z nich jest zajebisty i brzmi nieco jak Yukmouth z Lunizów.
"2017" z brudnym bitem opartym wyłącznie na basie - atmosfera jakby w ciemnej, zadymionej uliczce stało 30 żółtków, a pośród nich Owen robił rozpierduchę rymami - podziemne klimaty.
Podsumowując, klasyczny hip-hop bez udziwnień. Problem w tym, że ja wychowałem się na klasyce, więc nieco brakuje mi w tej płycie innowacji, bardziej twórczego, artystycznego podejścia, tj. czegoś poza zwrotkami i refrenem; próby zrobienia z każdego numeru dzieła sztuki wykraczającego poza wspomnianą klasykę. Może wymagam zbyt wiele, ale mimo całego szacunku do stylistyki "P.O.E.M.", brakuje mi na niej zaskoczenia. Niby na razie znam tylko single "Problematic", ale strzelam, że "dwójka" jest o wiele lepsza.
Wpis opublikowany na blogu od 28 października 2017, sobota, 22:26.
תגובות