top of page

Sam Kim - I Am Sam

  • hangukhiphop
  • 25 kwi 2019
  • 2 minut(y) czytania

W skrócie - Sam Kim urodził się 19.02.1998 w USA, do jedynego słusznego kraju przyjechał na przełomie 2013-14 wziął udział w telewizyjnym show K-Pop Star 3, po czym podpisał kontrakt z Antenna Music, gdzie 10 kwietnia 2016 wydał debiutancką EPkę (6 kawałków) o prostym tytule "I Am Sam". Jeśli to jest K-Pop, to ok, jestem fanem K-Popu.


"No nunchi" z Crushem to jest jakaś rzeźnia. Żywe instrumenty, żywiołowa gitara gaszona niekiedy subtelnością klawiszy, ale całość energiczna jak chuj z popisami każdego instrumentu. Całość to idealny balans między lekkością i powagą, energią i spokojem. Sam już w pierwszym utworze pokazuje sporo swych atutów - wokal chwilami na granicy krzyku, chwilami "do rany przyłóż". Świetny numer. Szkoda, że Crush wpadł w nim tylko na 8 wersów w swoim śpiewano-rapowym stylu. A 'nunchi' to mniej więcej 'spostrzegawczość'.


"Touch My Body" to kawałek w stylu Sama. Gitara akustyczna, rytm wystukiwany o jej dechy z dyskretną, oszczędną perkusją w tle i mnóstwo przestrzeni dla głosu Kima. Chórki "Hu Hu Huuuuu" w tle są super, wprowadzając piękny, błogi klimat jakiegoś wakacyjnego, romantycznego romansu... i rozpustnych uniesień, rzecz jasna. Błogi ten kawałek. Z jednej strony figlarny, z drugiej ciepły i niewinny. Widzę tu klip na wyspie Jeju. Jeju, jak nic. Do tego zwolnione tempo, bo ten numer to prawie sexualna czekolada.


Dochodzimy do najlepszych utworów płyty. "Mama don't worry" i "Seattle" to przepiękne utwory. Nazwać je piosenkami byłoby chamstwem. Sekcje dęte, pianina - wszystko po to, by nadać im należytej powagi, głębi i wartości, którą faktycznie posiadają, bo nie są to jakieś płytkie pierdoły do nucenia, tylko piękne, wzruszające melodie, które zapadają w serce. "Mama..." to głównie solowa gitara i piękny śpiew Sama niczym list do mamy, by nie martwiła się, bo z nim wszystko ok i wkrótce wraca do domu. Pod tą pozorną prostotą jest tu cała sekcja dęta, która nadaje całości odpowiedniej głębi i intensywności. Aż chce się uściskać swoją mamę. "Your song" wpisuje się w ten sam deseń.


"Seattle" to pierwszy utwór Sama, jaki poznałem i nie przesłuchałem go raz, tylko od razu z 10 razy. Pianino i głos, który co chwila wprawia w osłupienie, latając po oktawach. Genialna linia wokalna z niemalże łkaniem, gdy brak słów z bezradności i momentami, gdy ów głos zmienia się w krzyk i ten krzyk jest tak cholernie przejmujący i prawdziwy, że ciary przechodzą po plecach. Gdy Sam śpiewa "proszę, chwyć mą dłoń" to nawet największy niedowiarek uwierzy w szczerość tej prośby. Do tego chwila, gdy śpiewa "let, let me in your heart" i to 'heart' splata się z sekcją dętą, jak w klasykach kina i ulatuje - piękne.


O "Dance" nie będę pisał - dość klubowy kawałek, który ma się trochę nijak do reszty płyty i chyba stanowi furtkę na przyszłość do innej stylistyki. Niech tak będzie.


Ogólnie więc, Sam Kim to jeden z tych wokalistów, których słucha się dla ich głosu; który nie potrzebuje muzyki, może walić a cappella i zrobi ogromne wrażenie. Koleś ma nieprzeciętny głos, ogromną wrażliwość we władaniu tym głosem i zajebiste melodie. Soul na gitarze - to chyba najlepsze podsumowanie tej płyty. Bardzo dobra płyta.





Wpis opublikowany na blogu od 04 listopada 2017, sobota, 22:06.

 
 
 

コメント


© 2023 by Ad Men. Proudly created with Wix.com

About  
 

I'm a paragraph. Click here to add your own text and edit me. I’m a great place for you to tell a story and let your users know a little more about you.

Contact
 

I'm a paragraph. Click here to add your own text and edit me. I’m a great place for you to tell a story and let your users know a little more about you.

  • Facebook Basic Black
  • Twitter Basic Black
  • Black Google+ Icon
Thanks to our advetisers
 

I'm a paragraph. Click here to add your own text and edit me. I’m a great place for you to tell a story and let your users know a little more about you.

Success! Message received.

bottom of page